• Roztocze wieś Gilów, pole rzepaku
  • Irkuck architekrura drewniana
  • Jezioro bajkał

Olchon – malowniczy Przylądek Choboj

PRZYLĄDEK CHOBOJ Przylądek Choboj to święte miejsce wyznawców szamanizmu, znajduje się na samym krańcu wyspy. Za ok 90 zł można wykupić sobie całodzienną wycieczkę i dojechać na Choboj marszrutką. To dobra opcja jeśli nie ma się samochodu. Atmosfera wycieczki bezcenna.

PRZYLĄDEK CHOBOJ

Przylądek Choboj to święte miejsce wyznawców szamanizmu, znajduje się na samym krańcu wyspy. Za ok 90 zł można wykupić sobie całodzienną wycieczkę i dojechać na Choboj marszrutką. To dobra opcja jeśli nie ma się samochodu. Atmosfera wycieczki bezcenna. Po drodze zatrzymujemy się w kilku miejscach widokowych między innymi na Przylądku Sagan-Chuszun z widokiem na skałę „Trzech Braci (Три Брата)”.

Na samym przylądku jest godzina wolnego. To bardzo mało, bo miejsce jest piękne, a w dole na skałach można zobaczyć foki – bajkalskie nerpy. W ciągu tej godziny trzeba dojść pod górkę, na skały i wrócić. Na focenie nerp zostaje 15, no może 20 minut, pod warunkiem, że biegnie się prawie całą drogę powrotną. Ale warto dla widoków i podglądania figlujących fok! 😀 Cała wycieczka trwa ok 7 godzin.

W ramach wycieczki zapewniony jest posiłek. Kiedy buszowaliśmy po przylądku, nasz kierowca rozstawił kuchenkę i zastawił drewniany stół. Po powrocie, pod wiatą czekała gorąca zupa rybna. Nie trzeba dodawać, że z racji miejsca i okoliczności była to najlepsza zupa pod syberyjskim słońcem. Był nawet deser 🙂

Zupa rybna:  (Przepis odtworzony)

  • Szprotka wędzona lub inna wędzona ryba
  • włoszczyzna,
  • ryż
  • ziemniaki,
  • koperek,
  • cebula.

KOREAŃSKA WYCIECZKA

Podczas jazdy na Choboj poza nami, bus zajmowała sympatyczna koreańska wycieczka 50+. Gdy ruszyliśmy, oboje ciekawie wyglądaliśmy przez okno. Ale super! Przejedziemy całą wyspę wzdłuż, może gdzieś będzie święte miejsce, może jakaś ciekawa roślina, a może wyskoczy burunduk! Chyba tylko ja byłam tak podniecona, bo nie minęło 5 minut,  a wszyscy Koreańczycy już spali, kołysząc się lekko na swoich siedzeniach. Rozbawiło nas to i obserwowaliśmy co będzie dalej.

Postój, szybkie wyjście w punkcie widokowym, Koreańczycy powoli wysypali się z busa, każdy z aparatem w dłoni, pstryk, pstryk, pstryk i już wszyscy z powrotem w busie. Pięć minut i Koreańczykom znów odcięło dopływ prądu.

Kolejne miejsce postoju, zasilanie włączone, kilka zdjęć. I tak za każdym razem.

Im dalej w głąb wyspy, tym większe wertepy. Wjechaliśmy w pagórkowaty las z niesamowitymi koleinami i korzeniami. Skakaliśmy na siedzeniach dosłownie pod sufit, musiałam trzymać się, żeby nie wylecieć z fotela. W kilku miejscach miałam nawet lekkiego stracha, ale kierowca najwyraźniej głęboko wierzył w swoje  umiejętności. Przejechaliśmy ze wszystkimi kołami, chyba tylko dzięki tej jego wierze. A co by było, gdyby ktoś powiedział mu, że to nie możliwe i nagle by zwątpił?

Wracając do współtowarzyszy wycieczki, akrobacje wykonywane, przez ich bezwładne ciała, nie przeszkadzały zupełnie w błogiej drzemce. Nie wiem jak to robili, ale utrzymywali się na swoich siedzeniach lepiej niż my. Kilka razy spadł tylko jakiś aparat, czy plecak, ale zazwyczaj były łapane w locie.

Pod koniec drogi Koreańczycy ożywili się trochę, pytali o naszą narodową piosenkę, a nawet zaśpiewali jedną ze swoich. W jednej chwili, cały bus przypadkowych osób zaczął śpiewać tradycyjną Koreańską piosenkę z podziałem na głosy, aż miło było posłuchać. My odwdzięczyliśmy się „Krakowiaczek jeden” ale brzmiało to nieporównywalnie gorzej.

Kiedyś wracając wieczorem do domu, słyszeliśmy jak przy ognisku śpiewają chyba Chińczycy, również z podziałem na głosy. Tym razem zaczynały męskie głosy i wtórowały im żeńskie. Pięknie to brzmiało…

Czytaj więcej: OLCHON – Skała Szamanka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *